Wieczorna prywatność w przeglądarce zwykle psuje się przez drobiazgi: strona, która włącza powiadomienia, sklep, który pamięta koszyk tygodniami, albo rozszerzenie, które „pomaga”, a tak naprawdę podgląda wszystko. Da się to ogarnąć w 10 minut, jeśli skupić się na trzech miejscach: ciasteczkach, uprawnieniach stron i dodatkach. Najlepiej zrobić to na komputerze, bo tam widać najwięcej ustawień naraz, a potem skopiować na telefon. W praktyce to nie jest „projekt”, tylko szybkie sprzątanie, które zostaje na długo.
Rozrywka w sieci i zasada minimum dostępu
Po pracy łatwo kliknąć „zezwól”, byle obejrzeć coś szybciej. Problem w tym, że te zgody zostają, a potem trudno pamiętać, kto ma dostęp do czego. To dotyczy także serwisów rozrywkowych, bo często mają osadzone elementy z zewnątrz, jak player, czat, widgety lub systemy płatności. Nawet jeśli chodzi o spokojne sprawdzenie zasad bezpieczeństwa lub recenzji na stronach typu kasynopolska.com, lepiej trzymać prostą zasadę: dawać tylko tyle uprawnień, ile jest konieczne w tej jednej chwili. Kamera i mikrofon mają sens na wideorozmowie, a lokalizacja bywa potrzebna przy mapach, lecz przy większości stron to zbędny luksus.
Dwie minuty na ciasteczka i historię
W Chrome sensowny start to ustawienia prywatności. Dobrze działa prosta zasada: cookies stron trzecich nie są potrzebne do czytania newsów ani do pracy, a najczęściej są potrzebne reklamom. Po ich ograniczeniu internet się nie rozpada, za to znika część „magii” polegającej na tym, że reklama wraca za tobą z jednej strony na drugą.
W praktyce najczęściej wystarcza taki pakiet:
- Zablokować pliki cookie stron trzecich.
- Włączyć automatyczne czyszczenie cookies po zamknięciu przeglądarki albo przynajmniej regularnie czyścić dane dla wybranych serwisów.
- Zostawić historię, jeśli jest potrzebna do pracy, ale wyłączyć „podpowiedzi” oparte na aktywności, jeśli irytują.
Jeśli po tej zmianie jakaś strona logowania przestaje działać, to zwykle chodzi o jedną domenę. Lepiej dodać wyjątek dla konkretnego serwisu, niż cofać ustawienia globalnie i wracać do punktu wyjścia. Warto też pamiętać o koszykach w sklepach, bo to częsty „magnes” na śledzenie. Gdy koszyk ma działać, wystarczy zostawić cookies dla tego sklepu, bez dokładania całego reklamowego ogona.
Uprawnienia stron, które naprawdę mają znaczenie
Drugi krok jest szybki, a daje największy spokój. Większość ludzi raz kliknie „Zezwól” na mikrofon albo lokalizację i potem zapomina. Po miesiącu okazuje się, że kilka losowych witryn ma stały dostęp do rzeczy, które nigdy nie były im potrzebne.
Najwygodniej przejść przez stronę po stronie, gdy już wyskoczy prośba o dostęp. Jeśli jednak trzeba zrobić porządek od razu, w Chrome da się wejść w ustawienia witryny i zmienić decyzję w każdej chwili. Przy okazji warto ustawić domyślne zachowanie tak, by przeglądarka pytała, zamiast automatycznie wpuszczać.
Jeśli potrzebna jest prosta instrukcja, jak wejść w zarządzanie zgodami, dobrze działa krótka ścieżka opisana w pomocy Google pod hasłem uprawnienia.
Rozszerzenia: mniej znaczy bezpieczniej
Trzeci punkt zwykle zaskakuje: czasem największym problemem nie jest sama przeglądarka, tylko dodatki. Wtyczka do kuponów, „blokada reklam”, „lepsze wyszukiwanie”, „tłumacz” – każda prosi o dostęp do stron, a potem działa w tle. Jeżeli w pasku narzędzi widać dziesięć ikon, warto zrobić cięcie.
Najprostsza metoda to szybki audyt. Jeśli rozszerzenie nie było używane w ostatnich dwóch tygodniach, można je wyłączyć, a nie usuwać na zawsze. Po dwóch dniach da się łatwo sprawdzić, czy czegoś brakuje. Dobrze też patrzeć na uprawnienia: wtyczka, która chce „czytać i zmieniać dane na wszystkich stronach”, powinna mieć konkretny powód.
Małe ustawienia, które ratują głowę
Na koniec zostaje kilka drobiazgów, które działają jak bezpiecznik. Warto wyłączyć powiadomienia dla większości stron i zostawić je tylko tam, gdzie mają sens, jak kalendarz czy komunikator w wersji web. Warto też ustawić, żeby przeglądarka pytała o otwarcie linków w aplikacjach zewnętrznych, bo to częsty sposób na „wyciąganie” użytkownika poza kontrolowane środowisko.
Po takim porządku przeglądarka robi się przewidywalna. Znika wrażenie, że internet „sam coś ustawia”, a logowanie, streaming i codzienne zakupy działają bez niespodzianek. Najważniejsze, że te kroki nie wymagają żadnej paranoi ani godzin grzebania, tylko krótkiej decyzji, komu naprawdę warto dawać dostęp.




